Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 15 kwietnia 2024 07:32
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Niektórzy w nowym sezonie zapłacą trochę mniej za ciepło z miejskiej sieci

To zdarza się niezmiernie rzadko – zamiast wyższych, część mieszkańców Kędzierzyna-Koźla będzie płacić niższe rachunki za energię cieplną, i to już wraz z początkiem nowego sezonu grzewczego.

Artykuł został opublikowany w Tygodniku Kędzierzyńsko-Kozielskim Dobra Gazeta - nr 15.

Jeśli jesteś mieszkańcem Śródmieścia, Pogorzelca albo osiedli Piastów bądź Azotów, ogrzewasz swój dom ciepłem z miejskiej sieci, w twoim portfelu po każdej zimie zostaje więcej pieniędzy, niż mieszkańcom Koźla albo Blachowni. Trudno się dziwić tym drugim, że mają już tego serdecznie dosyć i każdego roku pytają, dlaczego Miejski Zakład Energetyki Cieplnej nie traktuje wszystkich równo. Nie można jednak odmówić racjonalności polityki cenowej prowadzonej przez tę spółkę, gdyż ma ona mocne podstawy ekonomiczne – rzecz tkwi w rodzaju paliwa, z którego produkowana jest energia. W pierwszym przypadku to węgiel kamienny, w drugim – gaz ziemny.

Cieplne dysproporcje

– Ogromna dysproporcja w opłatach za centralne ogrzewanie w Kędzierzynie-Koźlu jest poważnym problemem. Otóż mieszkańcy Śródmieścia, Pogorzelca oraz osiedli Piastów i Azotów ponoszą zdecydowanie mniejsze koszty związane z opłatami za ciepło niż mieszkańcy Koźla czy Blachowni – mówi radny Andrzej Kopacki, który problem dysproporcji cenowych kilkukrotnie w tym roku poruszał na sesjach rady miasta. – Liczby mówią same za siebie. Przykładowo mieszkańcy bloków spółdzielczych w Koźlu płacą za centralne ogrzewanie połowę więcej niż spółdzielcy, którzy mieszkają w zasobach RSM „Chemik” w Kędzierzynie. Stawki za gaz, energię elektryczną, wodę, ścieki i wywóz odpadów są ujednolicone na terenie całego miasta, natomiast w cenach za energię cieplną występują ogromne różnice – obrazuje Kopacki.

Różnica cenowa między odbiorcami ciepła z zakładów a odbiorcami ogrzewających mieszkania z lokalnych kotłowni wynosi 46 procent.

Fabryka daje pracę i ciepło

Ciepło do większości kaloryferów w Kędzierzynie-Koźlu płynie z Zakładów Azotowych – kiedyś fabryka ogrzewała po prostu domy swoich pracowników. To rozwiązanie funkcjonuje do dzisiaj, choć zatrudnienie w zakładach nie jest już tak powszechne. Będzie również utrzymane po uruchomieniu przez Grupę Azoty ZAK nowej elektrociepłowni – budowa trwa, a gdy się zakończy i zakład zostanie uruchomiony, nie pozostanie to bez wpływu na stawki. Jeśli wzrosną, mieszkańcy osiedli, gdzie ciepło z fabryki nie dociera, i tak będą więcej płacić za ogrzewanie, bo dysproporcje są zbyt duże. MZEC wytwarza dla nich energię w swoich lokalnych kotłowniach opalanych gazem ziemnym – paliwem relatywnie drogim.

Wyrównać nie można

Cena energii cieplnej ustalana przez MZEC nie jest brana z sufitu – to kalkulacja szeregu kosztów i przychodów związanych z produkcją, których zasadność każdorazowo musi zostać zaaprobowana przez Urząd Regulacji Energetyki, biorący pod uwagę także interes końcowego odbiorcy, czyli mieszkańca. URE pilnuje więc, aby ceny były realne. Jednocześnie przepisy zabraniają przedsiębiorstwom dostarczającym ciepło komunalne, aby uśredniały swoje ceny, jeśli mają różne koszty produkcji dla poszczególnych odbiorców. Dlatego w Kędzierzynie-Koźlu obowiązują różne grupy taryfowe. Stawka ciepła dla mieszkańców Koźla i Blachowni aż w 78 proc. stanowi koszt zakupu paliwa gazowego.

Powrotu do węgla nie będzie

W tym roku Andrzej Kopacki zwrócił się do MZEC z pytaniem, czy w Koźlu możliwy jest powrót do węgla, którym niegdyś opalana była miejscowa kotłownia, albo zastosowanie innego tańszego paliwa, co według niego mogłoby przełożyć się na niższe koszty wytwarzania ciepła. Pojawił się też pomysł, aby przedłużyć magistralę ciepłowniczą, którą płynie ciepło z ZAK na osiedle Pogorzelec – aż do Koźla.

– Nie bierzemy pod uwagę możliwości powrotu do zasilania paliwem stałym w Koźlu. Koszty dokumentacji technicznej oraz przebudowy całej kotłowni i jej późniejszej eksploatacji sprawiają, że nie ma to uzasadnienia ekonomicznego. Czyste technologie węglowe, a tylko takie wchodzą w grę, mają zastosowanie w dużych inwestycjach energetycznych. W naszej skali byłoby to bardzo kosztowne, a przez to nieekonomiczne. Z kolei dostawa do Koźla ciepła z ZAK wymagałaby budowy nowego ciepłociągu. To byłaby skomplikowana i wielomilionowa inwestycja – wyjaśnia prezes MZEC Jolanta Gądek-Rypel.

Inaczej mówiąc – mieszkańcy Koźla w przewidywalnej przyszłości muszą pogodzić się z wyższymi rachunkami. Najtrudniej do wysokich stawek za ciepło przyzwyczaić się mieszkańcom Blachowni, gdzie przez całe lata tania energia dostarczana była przez tamtejsze zakłady chemiczne, a później spółkę z nich wyodrębnioną. Kilka lat temu firma doszła jednak do wniosku, że nie opłaca jej się remontować starej sieci ciepłowniczej na osiedlu i ogłosiła, że zaprzestaje produkcji ciepła komunalnego. Ten obowiązek wzięło na siebie miasto, budując w Blachowni kotłownię gazową. Stawka za ogrzewanie poszło ostro w górę. Mimo to 80 procent mieszkańców zdecydowało się na podłączenie do nowej sieci komunalnej. Już jednak w 2017 roku, a więc pięć lat po przyłączeniu, będą mogli zrezygnować z usług MZEC i jeśli mieszkańcom w rachunku ekonomicznym wyjdzie, że bardziej opłaca im się montować i eksploatować własne piece, pewnie wielu się na to zdecyduje. Czy zdoła ich od tego odwieść szykowana obniżka taryfy?

Rynek uwolniony

Już w nadchodzącym sezonie grzewczym mieszkańcy osiedli ogrzewanych lokalnymi kotłowniami gazowymi mogą spodziewać się niewielkiej obniżki stawek za energię cieplną. Na początek MZEC uzyskał w Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie, które po zmianach prawa nie ma już monopolu na dystrybucję błękitnego paliwa, obniżenie stawki za gaz o 5 procent. To nie przełoży się automatycznie na zmianę taryfy dla mieszkańców, ponieważ tę zawsze musi zatwierdzić Urząd Regulacji Energetyki. Ale że chodzi o obniżkę, a nie podwyżkę, nie powinno być z tym problemów. Wniosek o zmianę taryfy został już złożony, a cała procedura ma się zakończyć już we wrześniu. Nowy sezon grzewczy mieszkańcy ogrzewający swoje domy ciepłem z kotłowni gazowych zaczną więc już z nowymi stawkami. Niestety, obniżka cen gazu procentowo nie przełoży się wprost na obniżkę stawek w taryfie, ponieważ koszty zakupu paliwa stanowią tylko część kosztów wytwarzania energii. Realna obniżka wyniesie od 2,24 do 3,2 proc. A więc będzie symboliczna. Na tym jednak MZEC nie zamierza poprzestawać.

– Rozpoczęliśmy już procedurę wyboru nowego dostawcy gazu. Jest ona konkurencyjna, a więc wybrana zostanie firma, która przedstawi najkorzystniejsze warunki. Spodziewam się, że cenę, jaką płacimy za gaz, uda nam się obniżyć o kolejne 10 procent, co oczywiście spowoduje kolejną zmianę taryfy i obniżkę stawek płaconych przez mieszkańców – zapowiada prezes Gądek-Rypel.

Jeśli rzeczywiście MZEC uda się zejść z kosztów zakupu gazu o kolejne 10 proc., dla mieszkańców powinno przełożyć się to na obniżkę rachunków za ciepło o około 6 proc. Obecnie w procedurze wyboru nowego dostawcy gazu trwa dialog techniczny, po którym ogłoszony zostanie przetarg. Jeśli wszystko pójdzie bez przeszkód, jest szansa, że po Nowym Roku, ale jeszcze w sezonie grzewczym, nowa, niższa taryfa wejdzie w życie.

Dobre i to

– Planowane przez MZEC obniżki taryf nie zrównają stawek płaconych przez mieszkańców korzystających z kotłowni gazowych ze stawkami dla mieszkańców korzystających z ciepła z ZAK. To jednak krok w dobrym kierunku i oczywiście te plany również cieszą. Mieszkańcom będzie nieco łatwiej unieść koszty ogrzewania swoich domów i mieszkań, choć te nadal będą stosunkowo wysokie – ocenia Andrzej Kopacki.

Odbiorców ciepła z ZAK w nieodległej przyszłości czekać będzie podwyżka dziś obowiązujących stawek. To ma związek z budową na terenie zakładów zupełnie nowej elektrociepłowni. Jak poprzedniczka, ona również będzie zasilana węglem kamiennym. Realizacja inwestycji przełoży się jednak na wyjściowe ceny energii dla MZEC – prezes ZAK zapewniał niedawno, że podwyżka nie powinna być dotkliwa – i w konsekwencji także na taryfę, według której naliczane są opłaty dla mieszkańców. Dysproporcje cenowe jeszcze bardziej się wyrównają, co może zaspokoi nieco poczucie sprawiedliwości mieszkańców Koźla i Blachowni, ale na pewno nie ucieszy pozostałych.

 

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
PRZECZYTAJ