niedziela, 1 marca 2026 14:51
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Teatr, który zostaje pod skórą. „Szepczące w ciemnościach” poruszyły widzów KKoFFeiny

Są takie spektakle, po których nie wstaje się od razu z miejsca. Nie dlatego, że nie wypada, ale dlatego, że coś w środku jeszcze drży. „Szepczące w ciemnościach”, zaprezentowane w piątkowy wieczór (28 lutego) w Domu Kultury Lech na osiedlu Blachownia w ramach projektu KKoFFeina, należą właśnie do tych przedstawień.
Teatr, który zostaje pod skórą. „Szepczące w ciemnościach” poruszyły widzów KKoFFeiny

To spektakl poruszający, symboliczny i emocjonalny. Opowiada o kobiecej wspólnocie i pamięci – o doświadczeniach, które przez lata były wypierane, przemilczane, spychane na margines. Twórcy sięgają po motyw polowania na kobiety jako metaforę przemocy, kontroli i narzucanych norm. Tych historycznych, znanych z procesów czarownic, ale też tych współczesnych, znacznie subtelniejszych, a przez to często trudniejszych do uchwycenia.
Nie jest to jednak wykład ani teatralna ilustracja feministycznych esejów. 

Dziewięcioosobowy zespół aktorski tworzy na scenie gęstą, momentami niemal hipnotyczną przestrzeń emocji. Choreografia i multimedia nie są dodatkiem – budują napięcie i prowadzą widza przez kolejne warstwy znaczeń.

Najmocniej wybrzmiewa napięcie między tym, kim chcemy być, a tym czego „wymaga” system. Na przykład presja i wysokie oczekiwania. Wewnętrzny przymus bycia wystarczającą, jako kobieta, matka, partnerka, pracownica, kobieta zrealizowana. Spektakl bardzo subtelnie dotyka tej czułej struny bez publicystycznej dosłowności. Operuje symbolem, obrazem, emocją.
Co ważne – nie jest to opowieść wyłącznie o kobietach przeciwko mężczyznom.

W trakcie rozmowy po spektaklu mocno wybrzmiał także temat wrażliwej męskiej natury, o której wciąż mówi się za rzadko. O schematach, które krzywdzą również mężczyzn. O tym, że brak przestrzeni na emocje i delikatność to także forma dyskryminacji.

Zgodnie z ideą KKoFFeiny, po przedstawieniu odbyło się spotkanie z aktorami i reżyserką. Na początku widzowie milczeli. Emocje były zbyt świeże. Widać było wzruszenie, skupienie, a może nawet lekkie zagubienie. Dopiero po chwili padły pierwsze pytania  i wtedy rozmowa popłynęła szeroko. O patriarchacie. O osobistych doświadczeniach. O tym, co w spektaklu zabolało, a co dało poczucie wspólnoty. Reżyserka mówiła o swoim osobistym podejściu do tematu, o potrzebie opowiadania historii, które bywają niewygodne. I rzeczywiście – „Szepczące w ciemnościach” nie są spektaklem łatwym ani rozrywkowym. To teatr, który wymaga obecności i gotowości na konfrontację z własnymi emocjami.
 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
PRZECZYTAJ